środa, 16 lipca 2014

5. Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz...

!Przeczytajcie proszę notkę na dole!
Muzyka: klik

Nie wytrzymałam. Z całej siły uderzyłam ją pięścią w twarz, prawdopodobnie łamiąc jej nos. Britney zatoczyła się do tyłu, starając się utrzymać równowagę. Podeszłam do niej bliżej i uderzyłam ją w twarz jeszcze raz. Złapała mnie za włosy i przewróciła na ziemię. Usiadła na mnie skutecznie ograniczając moje ruchy i zaczęła bić po twarzy. Zrzuciłam ją z siebie i szybko stanęłam na nogi. Kopnęłam ją w brzuch, a ona złapała mnie za kostkę sprowadzając z powrotem do parteru. Już miałam zadać jej kolejny cios, ale poczułam, że ktoś łapie mnie w talii i odciąga od przeciwniczki. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że to Dawid mnie powstrzymał. Zaczęłam się szarpać, ale to niestety nic nie dawało. Britney leżała na podłodze i gapiła się na mnie ze złością. Z jej nosa i rozcięcia nad brwią sączyła się krew. Wtedy do sali wszedł Brandon.
- Co tu się kurwa stało? - zapytał patrząc na mnie.
- Ta dziwka się stała! - krzyknęłam wskazując na Star.
- Ty, wynocha! - zawołał do Britney. Od razu go posłuchała i wyszła mamrocząc coś pod nosem. Dawid mnie puścił, a ja podeszłam do Brandona.
- Pójdę tylko na chwilę do łazienki ogarnąć mój stan i wracam. - oznajmiłam czując krew w ustach, jednak opiekun mnie zatrzymał.
- Wiesz co, wróć do domu, odpocznij sobie, uspokój się i przyjdź na następną próbę. Dzisiaj będziemy powtarzać choreografie na DanceWeek, a ty zapewne masz już wszystko opanowane do perfekcji. Mam rację?
- No masz, ale może się do czegoś przydam? Czy coś? - zapytałam niepewna.
- Wracaj do domu. - Donny posłał mi ciepły uśmiech i poklepał po ramieniu.
- No dobrze. To cześć wszystkim! - krzyknęłam na odchodne i poszłam do szatni. Ze złością zdjęłam ciuchy na trening i ubrałam z powrotem mój kremowy sweterek i spodenki. Założyłam czarne trampki na nogi, spakowałam moje rzeczy i przewiesiłam torbę przez ramię. Zbiegłam po schodach na dół. Wybiegając z budynku, odszukałam wzrokiem mój motocykl, po czym wsiadłam na niego i ruszyłam. Nadal byłam wściekła. Bez przerwy przekraczałam wyznaczoną prędkość i wykonywałam dość niebezpieczne manewry. Dojechałam do domu i weszłam zatrzaskując za sobą drzwi.
- Wróciłam! - krzyknęłam. Harry wyszedł z kuchni z puszką Pepsi. Spojrzał na mnie, a napój wyleciał z jego rąk. Podeszłam do lustra i aż zaniemówiłam. Z nosa nadal leciała mi krew, tak samo jak z rozciętej wargi i łuku brwiowego. Oprócz tego miałam całą podrapaną twarz i opuchnięte oko.
- O kurwa. - powiedziałam dość głośno. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wyglądam aż tak źle.
- Co ci się do cholery stało? - zapytał Hazz. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
- Miałam malutką sprzeczkę z twoją najukochańszą Britney.
- Malutką sprzeczkę?! Przecież... - zaczął, ale od razu mu przerwałam.
- Daruj sobie. - rzuciłam i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam torbę w kąt po czym ruszyłam do łazienki. Związałam szybko włosy i podeszłam do lustra.
- Cholera, wyglądam jak siedem nieszczęść. - szepnęłam sama do siebie, a potem zaczęłam zmywać krew z twarzy. Po skończonym "zabiegu", moje odbicie nie było aż takie złe. Miałam tylko podbite oko, kilka zadrapań i dwie małe ranki, jedna na górnej wardze, a druga w okolicach prawej brwi. Nie najgorzej. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Ubrałam czarne, krótkie spodenki i moją ulubioną białą bluzkę z napisem "Normal people scare me". Telefon, z którym się nie rozstaję, włożyłam do kieszeni i zeszłam na dół. Zajrzałam na chwilę do kuchni, chwyciłam z lodówki puszkę Pepsi i ruszyłam w stronę salonu. Usiadłam na kanapie obok Nash'a. Ten spojrzał na mnie zdziwiony.
- Z kim tym razem się pobiłaś? Amanda, czy Cleo? - zapytał śmiejąc się pod nosem.
- Sama panna Star. Dziwka jedna. - burknęłam.
- O, to grubo. Co tym razem zrobiła?
- Mówiła, że tak wykończy Hazzę, że skończy jak Ben. - odpowiedziałam. Wtedy nastała chwila niezręcznej ciszy między nami.
- Musisz to powiedzieć Harry'emu. - odezwał się Nash po chwili.
- Co mi musisz powiedzieć?  - zapytał Harreh wchodząc do pokoju.
- Nic takiego. - rzuciłam szybko. - To już jest nieważne.
- Powiedz mu. - syknął na mnie Nash.
- I tak mi nie uwierzy! - podniosłam głos. - Skończmy ten temat.
- Ale ty jesteś uparta. - odezwał się Harry. Wstałam z kanapy i ruszyłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.
- Zamykaj tą lodówkę, zaraz będzie obiad. - powiedziała mama kładąc zakupy na blat. Odwróciłam się w jej stronę, przygotowana na wybuch złości, który na 100% nastąpi, gdy tylko zobaczy stan mojej twarzy.
- Cholera jasna! Z kim tym razem się pobiłaś? Ile razy ci powtarzałam, że nie można załatwić wszystkiego bójką?! Jesteś taka sama jak Harry, kropla w kroplę! Teraz możesz zacząć się tłumaczyć! - krzyczała moja rodzicielka.
- No więc, byłam na próbie, ale przyszła ta dziwka Britney... - zaczęłam, ale mama szybko mi przerwała.
- Olivio Louise Styles, proszę opanować słownictwo!
- Okej okej, więc przyszła Britney i zaczęłyśmy się kłócić, a potem ona zaczęła mi grozić i wspomniała o Ben'ie. Wtedy rzuciłam się na nią i zaczęłyśmy się bić. Przyszedł Brandon, wygonił ją i pozwolił mi iść do domu. Oto cała historia. - powiedziałam na jednym wdechu. Mama jakby złagodniała. Pewnie chodzi o Ben'a. Bardzo go lubiła. A właśnie. Nie wiecie kto to Ben. Więc tak, Ben należał do I.aM.mE Crew. Znałam go od przedszkola i przez długi czas trzymałam się tylko z nim i Hope. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Jakoś na początku nauki w Wolfprank wyznał mi miłość. Byliśmy parą przez dwa miesiące, potem wspólnie postanowiliśmy znów być przyjaciółmi. Przyjaźń po prostu lepiej nam wychodziła. Mimo tego, że cały czas go kochałam, ucieszyłam się na wieść, że znalazł sobie dziewczynę. Mówił, że jest z nią szczęśliwy. Niestety tą dziewczyną okazała się Britney. I ona właśnie go zniszczyła. Wykorzystywała go bez przerwy, naśmiewała się, a potem wracała i mówiła, że go kocha. Ben znosił to strasznie, był w niej zakochany i cały czas jej wybaczał. Robiliśmy wszystko, żeby go uratować. Niestety, pewnego dnia, mój kochany Ben nie wytrzymał. Powiesił się. A panna Star, gdy się o tym dowiedziała, powiedziała tylko: " Wreszcie, mniej śmieci na tym świecie". Tak właśnie straciłam cudownego przyjaciela, a Britney nadal jest z siebie dumna, że to praktycznie ona go zabiła. Moja nienawiść do niej rośnie każdego dnia. Łzy zebrały się w moich oczach na wspomnienie mojego aniołka. Mama westchnęła głośno.
- No dobrze, odpuszczę ci tym razem, ale żeby to był ostatni raz! - zagroziła mi palcem.
- Mamo, wiadomo, że to nie będzie ostatni raz. - zaśmiałam się pod nosem.
- Wiem kochanie, ale proszę cię, staraj się rozwiązywać problemy poprzez komunikację, a nie od razu stylem "skopię ci mordę", ok? - razem z mamą zaczęłyśmy się śmiać. Pokiwałam głową, że się zgadzam i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Pomogłam jej zrobić obiad. Potrawka z kurczaka, mniam. Gdy jedzenie było już gotowe, do kuchni wparował tata, pewnie wrócił już z pracy. Spojrzał na mnie.
- Która tym razem? - zapytał krótko.
- Britney. - odpowiedziałam.
- Skopałaś jej mordę?
- Tak. - przytaknęłam. Tata natomiast przybił mi piątkę i objął ramieniem, całując mnie w czoło.
- Moja krew! - powiedział z uśmiechem.
- George! - zawołała oburzona mama kiwając głową z dezaprobatą. Rodzicielka zaczęła nakrywać do stołu, a ja poszłam po resztę rodziny. Wbiegłam do salonu i oznajmiłam Harry'emu, Nash'owi i Thomas'owi, że obiad na stole. Potem poszłam za dom i to samo przekazałam Gem i Jacob'owi. Gdy wszyscy usiedli do jedzenia tata i moi dwaj starsi bracia zaczęli prowadzić ożywioną dyskusję na temat zbliżających się mistrzostw kraju. Dołączyłam do nich. Kilka minut później zadzwonił telefon domowy. Rozmowy ucichły, a mama wstała od stołu, żeby odebrać. Jakąś minutę potem weszła do pokoju z telefonem przy uchu.
- Dzwoni Charlie, mówi, że Pauline jest w szpitalu. Zaczęła już rodzić i pyta się czy moglibyśmy przyjechać i im pomóc z dzieckiem, tak na samym początku. - odezwała się do taty.
- Ale za tydzień lecimy na wakacje. - wtrącił Tom.
- Słuchaj Charlie, możemy przyjechać, ale tylko na tydzień i musielibyśmy zabrać najmłodszą trójkę, bo potem lecimy do Grecji na wakacje. - powiedziała mama do wujka wychodząc z kuchni. W te wakacje rodzice postanowili zabrać tylko Jacoba, Gem i Tom'a na wakacje. Ja, Hazz i Nash zostajemy, ale znając życie Nash gdzieś pojedzie z przyjaciółmi. Gdy rodzicielka wróciła do pokoju oznajmiła.
- Po obiedzie musimy się szybko spakować. Jeszcze dziś musimy być u cioci Pauli. Zostaniemy na tydzień, a potem stamtąd od razu lecimy do Grecji. Olivia, Harry i Nash, ja rozumiem, że zostajecie w domu?
- Skoro wy wyjeżdżacie, to ja jadę do kumpli. Pewnie pojedziemy gdzieś na biwak czy coś. - powiedział Nash. A nie mówiłam, ze gdzieś pojedzie?
- Ja zostaję. - rzuciłam.
- Ja też. - odezwał się Hazz. Gdy dokończyliśmy obiad, wstałam od stołu i zaczęłam zanosić naczynia do zmywarki. Mama pobiegła na górę, żeby spakować najmłodszych. Zajęło jej to jakieś 15 minut. Potem spakowała swoje rzeczy, a tata swoje. O 15:00 byli gotowi do drogi. Ucałowałam Jacob'a Gemmę i Tom'a, po czym wsiedli do samochodu. Tata włożył już wszystkie walizki do bagażnika. Nash już dawno pojechał do tych swoich kolegów. Rodzice staneli przede mną i Harrym.
- Posłuchajcie nas teraz uważnie. - zaczęła mama.
- Pieniądze macie w kuchni, na stole. Po 250 funtów na głowę. - powiedział tata.
- Jakby co to dzwońcie, możecie zrobić maksymalnie 2 imprezy, uważajcie na siebie. Kocham was bardzo. - rodzicielka przytuliła nas mocno odcinając dopływ powietrza do moich płuc. Gdy rodzice wsiedli do samochodu, mama otworzyła okno i zawołała - Wracamy za dwa tygodnie, postarajcie się nie narozrabiać. A i Harry pilnuj siostry!
- Dobrze mamo, kochamy was! - odkrzyknął jej Hazz. Gdy samochód rodziców zniknął nam z pola widzenia weszliśmy do domu. Zamknęłam drzwi na klucz i pobiegłam do kuchni zgarniając swoje 250 funtów. Usiadłam na kanapie w salonie, a chwilę potem Harry zrobił to samo.
- Kurwa Harreh, jesteśmy w raju. Mamy pieniądze, wolną chatę, zero rodziców, irytującego Nash'a, zero młodych. I to do tego na dwa tygodnie.
- Ale zajebiście. - westchnął brat, po czym zerwał się z miejsca. - Dzwonię do chłopaków! - krzyknął po czym pobiegł do piwnicy zapewne po swój telefon. U nas w domu na samym wejściu jest przedpokój, a kawałek dalej salon połączony z kuchnią. Po prawej są schody, a obok nich drzwi do piwnicy. To jest taki "męski świat", bilard, wielki telewizor, mini bar itd. Na piętrze są sypialnie i łazienki, a na strychu jest tak zwany pokój relaksu. Są tam wiszące fotele, wielkie, miękkie kanapy i pufy. Z tego pomieszczenia korzystam głównie ja, gdy czytam jakąś książkę czy po prostu mam dość ludzi z mojego otoczenia. Dobra, koniec o naszym domku. Harry szybko wrócił z telefonem w ręku. Zadzwonił do chłopaków i zaprosił całą czwórkę. Rozłączył się, po czym usadowił swój tyłek na kanapie, obok mnie. Przełączyłam na MTV, leciał jakiś kolejny durny serial. Wtedy przypomniało mi się, że  o 16:00 zaczyna się mecz otwierający tegoroczne mistrzostwa kraju w piłce nożnej. Włączyłam odpowiedni kanał. Po 10 minutach mecz się zaczął. Harry gdzieś zniknął, a ja rozłożyłam się wygodnie na kanapie. Kilka chwil później usłyszałam śmiechy. Czyli gang już przyjechał. Cała piątka prawdopodobnie skierowała się do salonu. Skupiłam się na ekranie telewizora.
- Gooool! - krzyknęłam ze szczęścia, ale chwilę potem niemal dostałam szału. - SPALONY?! PRZEPRASZAM BARDZO, JAK TO KURWA SPALONY?! JAK TO JEST SPALONY, TO JA JESTEM KRÓLOWA ELŻBIETA! SĘDZIA PEDAŁ! - zerwałam się z miejsca i poszłam do kuchni. Wyjęłam z lodówki puszkę piwa i wróciłabym na swoje wygodnie miejsce na kanapie, gdyby nie brat ze swoimi koleżkami. Rozsiedli się wygodnie na całej wygodnej powierzchni, a mi co zostało? Kurwa, podłoga.
- O, cześć Olivia. - uśmiechnął się do mnie Louis.
- Cześć. - przywitała się ze mną reszta tej bandy. Odpowiedziałam im krótkim 'hej' i usiadłam na podłodze. Otworzyłam piwo i wypiłam pół puszki na raz.
- Ej, a dla mnie to już nie przyniesiesz nie? - oburzył się Harry.
- Spierdalaj, sam se przynieś. - odparłam nie odwracając wzroku od telewizora. Brat westchnął i poszedł do kuchni. Wykorzystałam okazję i zajęłam jego miejsce na kanapie obok Niall'a i Zayn'a.
- Wiesz co Liv, ja to myślałem, że ty jesteś taką grzeczną dziewczynką. No wiesz, idealna córeczka, spokojna, grzeczna i tak dalej. - zaśmiałam się na słowa Louis'a.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. - powiedziałam z uśmiechem biorąc kolejny łyk piwa.

~~***~~

Więc tak, na wstępie chciałabym przeprosić, za tą przerwę. Przez wymianę jakiś rur na naszym osiedlu były problemy z internetem i prądem, ale teraz sytuacja opanowana :)
Teraz mam do was ogromną prośbę. Opowiadanie dopiero się rozkręca i pisanie go sprawia mi wiele radości, ale chciałabym poznać waszą opinię. Co sądzicie o tym opowiadaniu. Czy mam pisać je dalej, co mam zmienić, żeby było lepsze? I nie chodzi mi o to, żebyście pisali, że jest zajebiste i w ogóle najlepsze na świecie. Chodzi mi o konstruktywną krytykę. Co mam zmienić, żeby było lepiej? Liczę na szczerą opinię i jeśli coś wam się nie podoba, to po prostu to napiszcie. Nie wiem czy ciągnąc to opowiadanie dalej, czekam na komentarze :3
Kocham was aniołki i do następnego ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz