niedziela, 22 czerwca 2014

2. Chce wojny, to będzie ją miał...

Muzyka: klik

Resztę drogi przejechaliśmy w milczeniu. Matko jak on mnie wkurwia. Jak on się z kimś pobije to mówi, że mam się nie wtrącać w jego życie, a jakbym ja przyszła z podbitym okiem to by była awantura na cały świat. Gdy wjechaliśmy do garażu, od razu chwytając torbę, wyszłam z pojazdu trzaskając nonszalancko drzwiami. Chce wojny, to będzie ją miał. Weszłam do domu.
- Cześć mamo! - krzyknęłam na wejściu. Nie czekając na odpowiedź wbiegłam na górę, rzuciłam torbę i szybko przebrałam się w krótkie jeansowe spodenki i białą bokserkę, w której przyznaję, mój pokaźnej wielkości biust wydawał się jeszcze większy. Narzuciłam na siebie jeszcze lekką, czarno-białą koszulę. Zbiegając na dół zobaczyłam, że Hazz dopiero wszedł do domu. Zawsze przed kolejną trudną rozmową siedzi dłużej w samochodzie. Jakby się przygotowywał. Stał na przeciwko mnie, a jego złość wyparowała. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i w tamtym momencie to moja złość zniknęła. Wtedy weszła mama. Spojrzała na Harry'ego i pobladła.
- Harry do jasnej cholery! Co ty znowu zrobiłeś?! Nie możesz sobie odpuścić? Zawsze! - krzyczała mama. Ona bardzo rzadko się denerwuje, ale jak już się zdenerwuje to porządnie. - Zawsze musisz kogoś pobić prawda?! Dlaczego...
- Mamo, to ja mu zrobiłam. - powiedziałam przerywając krzyki mamy. - Wkurzyłam się i go walnęłam. Z nikim się nie pobił.
- Liv, na prawdę? - zapytała mama spokojniejszym głosem.
- Tak to prawda, nie musisz się denerwować. - uśmiechnęłam się słabo. Harry stał i gapił się na mnie jakby zapomniał języka w gębie. Mama westchnęła i kręcąc głową, wróciła do kuchni i dalej zajęła się przygotowywaniem obiadu. Bez słowa poszłam do salonu, zostawiając zmieszanego Harry'ego i włączyłam telewizor. Rozłożyłam się na kanapie i wlepiłam wzrok w telewizję, której wcale nie oglądałam. Myślami byłam gdzie indziej. Hazz wszedł do pokoju i usiadł obok mnie.
- Czemu skłamałaś? - zapytał przerywając ciszę panującą między nami. Nie odpowiedziałam mu, nawet na niego nie spojrzałam.
- Przecież byłem dla ciebie taki obojętny, nawet wredny. Czemu kryjesz mi dupę? - zapytał, ciągnąc monolog w taki sposób, żeby mama nie usłyszała.
- Jesteś moim bratem, jesteśmy rodziną. Musimy trzymać się razem. - uśmiechnęłam się słabo przenosząc na niego wzrok. Harry natomiast mocno mnie przytulił.
- Jesteś najlepszą siostrą na świecie. - powiedział cicho. Uśmiechnęłam się wtulając się w brata. Cały czas zastanawiałam się w co on się tym razem wpakował. Szczerze mówiąc martwię się o niego. I to jak cholera. Jakiś czas siedziałam w salonie, a potem poszłam na górę. Chwyciłam mój telefon i zeszłam z powrotem, bo mama zawołała wszystkich na obiad. Tata wrócił z pracy, ucałowałam co w policzek i usiadłam do stołu. Dziś na obiad mama zrobiła lasagne. Dziś wspólne jedzenie na szczęście nie zakończyło się wielką kłótnią. Po zjedzonym posiłku pobiegłam do swojego pokoju i przebrałam się w dość skąpy strój kąpielowy. Zeszłam na dół i wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Wpuściłam Hope, Dawida i Josh'a. Czyli wszyscy są. Usadowiliśmy się przy basenie, na razie nie wchodząc do wody. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Pobiegłam na chwilę do kuchni, żeby przynieść coś do picia. Gdy wlewałam napój do szklanek usłyszałam fragment rozmowy Harry'ego i mamy.
- Nigdzie nie pojedziesz Harry! Muszę najpierw poznać twoich przyjaciół, z którymi chcesz pojechać!
- No dobra, niech ci będzie. Przyjdą, no nie wiem, może na 16?
- No dobrze, niech przyjadą. - odpowiedziała krótko mama i odeszła. Ja natomiast zwróciłam się do Harry'ego.
- Łał, czuję się zaszczycona. Wreszcie poznam twoich znajomych. - zaśmiałam się.
- Mnie nie jest do śmiechu. - odburknął.
- Jeny, jaki gbur.
- Po prostu nie podoba mi się to, że ich poznasz. To nie jest towarzystwo dla ciebie. - westchnął Hazz.
- Bo ty zawsze wiesz co dla mnie najlepsze. - prychnęłam i wyszłam z domu. Podałam przyjaciołom picie, a nasza rozmowa trwała nadal. Nie było bardzo gorąco, więc pomimo tego, że reszta się kąpała w naszym wielkim basenie za domem, ja chciałam zostać sucha. Niestety z Josh'em to było tak trochę niemożliwe. Chwycił wąż ogrodowy, który bezwładnie leżał na zadbanej zielonej trawie. Moja chęć nie moczenia się, pękła jak bańka mydlana, bo mój kochany przyjaciel <czujecie ten sarkazm?> zaczął mnie gonić oblewając mnie wodą z węża. Strumień był mocny i zimny. Każdy kontakt wody z moją skórą kończył się krzykiem. Gdy Josh się zmęczył i wskoczył do basenu, a wbiegłam na chwilę do domu. Musiałam odetchnąć. Wtedy jak na zawołanie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i bez wahania złapałam za klamkę. Za drzwiami zostałam czterech wytatuowanych chłopaków. A no tak. Przyjaciele Harry'ego mieli przyjść. Na mój widok zdziwili się. Louis, którego zdążyłam już wcześniej poznać uśmiechnął się do mnie i przejechał językiem po swoich idealnych wargach. Zaraz, co?! Stop Olivia, nie myśl tak o nim. Uśmiechnęłam się delikatnie do Tomlinsona.
- Cześć Louis. - powiedziałam, po czym odwróciłam głowę w stronę schodów. - Harry!
- Czego chcesz? - usłyszałam stłumiony krzyk brata.
- Chodź tu!
- Po co?! - czy on nigdy nie daje za wygraną?
- No do cholery, twoi przyjaciele przyszli! - krzyknęłam trochę wkurzona. Wpuściłam chłopaków do środka. Przez chwilę zastanawiałam się czemu nie spuszczają ze mnie wzroku. Potem przypomniałam sobie, że mam na sobie strój kąpielowy i do tego jestem cała mokra. Kilka sekund później Hazz zbiegł ze schodów.
- Cześć. - powiedział Hazz na powitanie, a ja już chciałam się oddalić, jednak brat mnie zatrzymał.
- Chciałaś ich poznać, więc proszę. - szepnął mi do ucha. - To moja siostra Olivia. Olivia to Niall, Liam, Zayn i Louis. - pokazywał kolejno na chłopaków.
- Hej. - powiedziałam z uśmiechem w stronę chłopaków. Przywitaliśmy się, a potem wróciłam do ogrodu, do moich przyjaciół. Jednak ku mojemu zaskoczeniu była tylko Hope.
- Gdzie reszta? - zapytałam zdziwiona.
- Josh musiał szybko jechać do domu, nie mówił dlaczego, a Dawid pojechał z nim. - oznajmiła spokojnie przyjaciółka wstając z miejsca. - Ja też już zacznę się zbierać. Brandon kazał przekazać, że jutro trening jest od 12.30 do 14:30. A właśnie i wyciągam cię po treningu na zakupy. Pojedziemy coś zjeść i poszalejemy po sklepach.
- No dobra, to do zobaczenia jutro mój kochany ziemniaczku. - powiedziałam ze śmiechem i przytuliłam przyjaciółkę na pożegnanie. Odprowadziłam ją do drzwi, a potem pobiegłam na górę. Włosy związałam w luźnego koka, ubrałam krótkie spodenki, które miałam już wcześniej, oraz szary sweterek. Zeszłam do salonu i siedząc na kanapie szukałam jakiegoś interesującego programu. Niestety niczego takiego nie znalazłam, więc przełączyłam na jakiś kanał muzyczny. Mama krzątała się w ogrodzie, pielęgnując kwiaty, które niedawno zasadziła. Tata pojechał na nocną zmianę do pracy, czasem myślę, że za bardzo się przepracowuje. Tom, Gemma i Jacob pewnie bawią się na górze. Nash zapewne gdzieś poszedł, nie wiadomo gdzie. Hazz z przyjaciółmi zniknął, a ja siedziałam sama jak palec i strasznie mi się nudziło. Jestem osobą, która potrzebuje ludzi. Odetchnęłam z ulgą gdy do pokoju wparował Harry z resztą gangu. Brat ułożył się na jednym fotelu, a Niall na drugim. Po mojej lewej usiadł Tommo <kurde, zdążyłam już mu wymyślić ksywkę, co się ze mną dzieje?>, po prawej usiadł Liam. Zayn usadowił się obok Louisa, który objął mnie ramieniem.
- Łapy przy sobie Tomlinson. - Hazz posłał mu groźne spojrzenie, na co Lou zaśmiał się cicho i zabrał swoją rękę.
- Wiesz co Liv, jesteś straszną szczęściarą. - powiedział Louis odwracając się w moją stronę. Spojrzałam w jego piękne oczy i starałam się w miarę równo oddychać. Na szczęście nie było widać, jak bardzo jego uśmiech mnie rozbrajał.
- Doprawdy? - zapytałam ze śmiechem.
- Tak, nawet nie wiesz jak wielką.
- To oświeć mnie mędrcze. - powiedziałam, na co reszta zaczęła cicho się śmiać.
- Mnóstwo dziewczyn cholernie chciałoby być teraz na twoim miejscu. Siedzieć tak obok mnie, największego ideału chodzącego po tym świecie. - powiedział dumnie wypierając pierś. - To wielki zaszczyt.
- Oj Louis nie podniecaj się tak, bo majtek nie dopierzesz. - powiedziałam kręcąc głową. Reszta zareagowałam wybuchem niepohamowanego śmiechu. Sama nie mogła się powstrzymać i sama dołączyłam do pieśni różnych śmiechów. Nawet Lou się śmiał. Chwilę potem się uspokoiliśmy, a ja poczułam ból mięśni brzucha od nadmiaru śmiechu. Siedzieliśmy razem do około 19. Cały czas towarzyszył nam śmiech. Nabijaliśmy ze wszystkiego. Wtedy uświadomiłam sobie, że oni są w miarę w porządku. No może Zayn... On był najbardziej naburmuszony i w ogóle niczego nie mówił. Widać było, że nie cieszyło go moje towarzystwo. Ze wzajemnością. Podczas chwili ciszy między nami, poczułam wibracje w kieszeni spodenek. Przeprosiłam na chwilę i wyszłam do kuchni. Spojrzałam na wyświetlacz. Hope dzwoniła. Jednym ruchem odebrałam.
"- Hej Hope. - powiedziałam na przywitanie. - Co jest?
- Cześć Liv, co powiesz na imprezę? - zapytała podekscytowana.
- No nie wiem... - przeciągnęłam.
- Organizuje ją jakaś laska, bodajże Grace? Tak, to Grace. Jest naszą rówieśniczką, ale nie jest w żadnej elicie. Organizuje imprezę na powitanie wakacji. Zaprosiła nas wszystkich, jednak Fiz, Sel i Vic nie mogą. Mówiła, ze to jej pierwsza impreza i byłaby mega szczęśliwa gdybyśmy przyszli.Jadę ja, Dawid i Josh.
- Czemu mam chcieć jechać na imprezę dziewczyny, której nie znam?
- William tam będzie... - powiedziała śpiewnym głosem do słuchawki. William Parker. Chłopak, sportowiec, który mi się podoba. Ba! Podoba to mało powiedziane, szaleję na jego punkcie.
- Przyjedź po mnie, ok? - zapytałam po chwili ciszy.
- Zuch dziewczynka, będę za godzinę.
- Ok, pa. - pożegnałam się i rozłączyłam."
Poszłam na chwilę do salonu, powiedziałam chłopakom, że idę na górę, po czym pobiegłam do swojego pokoju. Poszłam do łazienki, która znajduje się w moim pokoju i wzięłam szybki prysznic. Założyłam czystą bieliznę i podeszłam do szafy. Ubrałam na siebie obcisłą, czerwoną sukienkę bez ramiączek, sięgającą mi do połowy ud. Podeszłam do dużego lustra w moim pokoju. Wyglądałam nieźle. Teraz pora zająć się resztą. Włosy wysuszyłam i zostawiłam delikatnie opadające na moje ramiona. Potem narysowałam wyraźne kreski na oczach, pomalowałam rzęsy, a na usta nałożyłam błyszczyk. Tym razem odbicie w lustrze podobało mi się bardziej. Wyglądałam zniewalająco. Ah ta skromność. Założyłam jeszcze cudowne, czarne buty na niewysokiej koturnie, chwyciłam moją torebkę i czarną, delikatną ramoneskę. Wyszłam z pokoju.
- Czas obudzić w sobie niegrzeczną dziewczynkę. - szepnęłam sama do siebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz