poniedziałek, 30 czerwca 2014

4. To był największy błąd twojego życia...

Muzyka: klik

Razem z Hope stałyśmy przed klubem. Miałam serdecznie dość tego wieczoru. Zdjęłam niewygodnie buty i usiadłam na chodniku.
- Przepraszam, że cię tak wyciągnęłam. Nie myślałam co robię. Możesz wrócić się bawić. - powiedziałam do niej przerywając ciszę między nami. Hope natomiast usiadła obok mnie i objęła ramieniem.
- Hah, śmieszna jesteś! - zaśmiała się. - Nigdy bym cię nie zostawiła. Wracamy, moja ty całuśna?
- Tak, wracamy. - przytaknęłam cicho. Wstałyśmy i ruszyłyśmy przed siebie. Moje buty niosłam w rękach. Nie zniosłabym ani sekundy dłużej na tych cholernych obcasach.
- Hope, może zostaniesz u mnie na noc? - zapytałam po chwili.
- Świetny pomysł. Trochę mi się nie podobała mi się perspektywa samotnego wracania do domu w środku nocy. - zaśmiała się cicho, na co ja odpowiedziałam jej tym samym. Resztę drogi przeszłyśmy w ciszy. Na szczęście nie szłyśmy długo. Zaledwie 15 minut. Podeszłyśmy do drzwi frontowych. Wyjęłam klucz z torebki i cicho weszłyśmy do domu. Na palcach pobiegłyśmy do mojego pokoju. Hope poszła się szybko umyć, a ja przygotowałam łóżko do spania. Gdy przyjaciółka wyszła, ja zajęłam łazienkę. Zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic, odkręcając wodę. Umyłam się, a po wytarciu białym ręcznikiem, ubrałam piżamę składającą się jedynie z majtek i za dużej koszulki Nash'a albo Harry'ego. Sama nie pamiętam. Wykonałam inne "łazienkowe" czynności i opuściłam to zaparowane pomieszczenie.
- Co tam robisz Hoopie? - zapytałam przyjaciółkę leżącą na łóżku i zapewne esemesującą, o ile dobrze ją znam, a znam ją doskonale.
- Piszę do Dawida. Martwił się, że tak nagle zniknęłyśmy. - powiedziała przyjaciółka, odkładając telefon na szafkę nocną. Zgasiłam światło i położyłam się obok niej.
- Hah, a to on nie wie, że my jesteśmy już duże dziewczynki? - zaśmiałam się razem z Hope.
- Dobranoc młoda. - powiedziała przyjaciółka.
- Dobranoc stara. - odpowiedziałam jej kładąc nacisk na ostatnie słowo. Ułożyłam się wygodnie po czym zasnęłam. Rano obudziły mnie promienie słońca, które za wszelką cenę chciały wtargnąć do mojego pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej i niemal natychmiast poczułam straszny ból głowy. Nienawidzę kaca. Powoli wstałam, a z szafki wyjęłam sprawdzone już tabletki. Połknęłam dwie, po czym położyłam również dwie na szafce obok Hope.
- Hope. - powiedziałam zachrypniętym głosem lekko szturchając przyjaciółkę w ramię. W odpowiedzi otrzymałam głuchy pomruk. Chwyciłam krawędź kołdry i jednym ruchem zabrałam ją przyjaciółce. Obudziła się od razu. Posłałam jej szybki uśmiech i chwytając czystą bieliznę, ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam swój stan, nałożyłam białą bieliznę i wyszłam. Hope spała. Cholera. Podeszłam do szafy wyjęłam z niej czarne Vansy, krótkie jeansowe spodenki i kremowy sweterek. Rzęsy przeczesałam mascarą, a włosy związałam w luźnego, ale starannego koka. Chwyciłam szklankę wody, wzięłam łyka, a resztę wylałam prosto na twarz Hope. Krzyknęła, a potem niezadowolona wstała i poszła do łazienki. Spojrzałam na zegarek. Była 11:03, o cholercia. Przyjaciółka wyszła i ubrała się w swoje ciuchy, które kiedyś u mnie zostawiła. Chwyciłam kluczyki do mojego motocyklu i torbę ze spakowanymi rzeczami na trening. W pośpiechu złapałam jeszcze mój telefon i razem z Hope zeszłyśmy na dół. Weszłyśmy do kuchni, gdzie zastałyśmy mojego tatę i Harry'ego.
- Cześć. - powiedziałam szybko, po czym przystąpiłam do przygotowywania śniadania dla mnie i mojej Hoopie. Zrobiłam nam kanapki i położyłam talerze na stół. Zaczęłyśmy jeść, a wtedy tata poszedł prawdopodobnie do salonu.
- Tak w ogóle, to gdzie reszta? - zapytałam Harry'ego po chwili ciszy.
- Mama poszła do sklepu i zabrała ze sobą najmłodszą trójcę, a Nash siedzi u siebie. - odpowiedział po chwili. Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam i dokończyłam śniadanie. Była 11:35. Mamy jeszcze chwilę. Hope poszła na górę dokończyć makijaż i zabrać resztę swoich rzeczy z mojego pokoju. Ja zostałam w kuchni, razem z bratem. Nie odzywałam się do niego. Nie miałam mu kompletnie nic do powiedzenia. Siedzieliśmy w ciszy, przez góra minutę.
- Przepraszam Liv. Nie wiedziałem, że to wszystko tak bardzo cię martwi. - odezwał się Hazz po chwili. 1:0 dla Olivii. Przeniosłam na niego wzrok, a on kontynuował. - Nie chcę, żebyś była smutna przeze mnie.
- Harry do cholery jasnej, ty czegoś nie rozumiesz. Wyobraź sobie, że to ja wychodzę i nie wracam przez trzy dni, to ja nie odpowiadam na żadne pytania zbywając cię byle gównem. Wyobraź sobie, że to ja wiecznie chodzę posiniaczona i poraniona z niewiadomych powodów. Jakbyś się czuł? - powiedziałam patrząc prosto w jego zielone oczy.
- Nie potrafię sobie tego wyobrazić Liv. Chciałbym ci powiedzieć wszystko od początku do końca...
- Więc powiedz!
- Nie mogę...
- A to niby dlaczego? - zdenerwowałam się.
- Bo póki niczego nie wiesz, jesteś bezpieczna. - odpowiedział szybko Hazz. Spojrzałam na niego zrezygnowana.
- Nie mam już na ciebie siły Harry. - szepnęłam i wyszłam z kuchni. Brat wyszedł za mną i zatrzymał mnie.
- Proszę, nie bądź na mnie zła. Robię to dla twojego dobra.
- Ta, jasne. Dzięki. - odburknęłam i wyminęłam go. Hope wtedy zeszła i opuściłyśmy dom. Podeszłyśmy do mojego czarnego motocyklu i podałam przyjaciółce kask, a drugi założyłam sama. Wsiadłyśmy na moją bestię i ruszyłyśmy w stronę domu Hoopie. Zatrzymałam się pod niskim kremowym budynkiem, w którym mieszkała. Pobiegła szybko do domu, przebrała się i wzięła ze sobą torbę z ubraniami na trening. Wyszła z domu i prędko wsiadła z powrotem na motocykl. Z piskiem opon ruszyłyśmy prosto do Dance Club, gdzie mieściły się próby IaMmE Crew. Po 20 minutach, byłyśmy na miejscu. Była akurat 12:14, więc miałyśmy jeszcze trochę czasu. Weszłyśmy do budynku i po wejściu na drugie piętro, skierowałyśmy się prosto do damskiej szatni. Ubrałam moje ukochane czarne dresy z niskim krokiem i białą bluzkę na ramiączkach. Na wszelki wypadek bluzę zawiązałam sobie na biodrach, a na nogi założyłam niebieskie Converse. Weszłyśmy razem na naszą salę i zaraz na wejściu usłyszałyśmy krzyk.
- Dawid oddaj mi telefon! - wydzierała się Victoria. - Debilu jeden! - krzyczała goniąc go.
- W życiu ci go nie oddam, muszę najpierw przeczytać z kim piszesz Vic, a jak masz chłopaka, to nie daruję ci tego, że mi nie powiedziałaś. - odpowiedział jej. Przebiegał obok mnie i Hope, a my zatrzymałyśmy go. Szybko chwyciłam telefon Vicky i oddałam go jej.
- Jeny Chachi jak ja bardzo cię kocham. Uratowałaś mi życie.
- Wisisz mi przysługę. - zagroziłam jej palcem i usiadłam na wielkiej kanapie. Trzy ściany w naszej sali były praktycznie lustra, a na czwartej był wielki napis: "I.aM.mE Crew", obok były nasze podpisy i inne bazgroły. Pod właśnie tą bardzo kolorową ścianą, stała kanapa. Oprócz tego w kącie stała wieża stereo. Rzuciłam się na miękkie siedzenie czekając aż przyjdzie Brandon i zaczniemy trening.
- Jedziesz w tym roku na "Maliny", prawda? - zwrócił się do mnie Josh.
- Jasne, że tak. Jak mogłabym to przegapić? - zaśmiałam się. "Maliny" to obóz organizowany przez naszą szkołę. W sumie ma jakąś tam swoją normalną nazwę, jednak my, uczniowie ochrzciliśmy go "Maliny", z dwóch powodów. Po pierwsze codziennie na deser dostajemy maliny, a po drugie większość dziewczyn po tym obozie zostaje z malinkami na całym ciele. Wygląda to mniej więcej tak, że spotykamy się na peronie, pociągiem jedziemy gdzieś do małego miasteczka, zostajemy podzieleni na drużyny i każda drużyna ma swój domek. Przez pierwsze dni dostajemy jakieś zadania, które musimy wykonać. Tak na prawdę to nikt ich nie robi, a nasz opiekun Tevin już się z tym pogodził. Daje nam wolną rękę. Robimy imprezy, pijemy do rana, a dyrekcja myśli, że grzecznie wykonujemy polecenia Tevina. Niech tak zostanie. Zbliżała się 12:30, a Brandon się nie zjawiał. Byłam zdziwiona, że on może się spóźnić. Donny nigdy się nie spóźnia. Siedziałam gadając z Hope, Seleną i Victorią. Josh i Dawid biegali po sali goniąc się nawzajem.
- Ciekawe z kim będę w domku jak pojedziemy na "maliny". - powiedziałam zmieniając temat.
- To po części straszne, a po części ekscytujące. Możesz trafić na Will'a. - powiedziała Hope zabawnie ruszając brwiami wypowiadając imię chłopaka, za którym szaleję.
- Właśnie Liv, opowiadaj co się działo na tej imprezie. - odezwała się Selena.
- Hmm, nie dacie mi spokoju, nie? - zapytałam z nadzieją.
- Nie! - powiedziały chórem dziewczyny. Westchnęłam głęboko i zaczęłam mówić.
- Weszłyśmy z Hope na tą domówkę, pokręciłyśmy się trochę, wypiłyśmy sporo. Potem zaczęłam kręcić się obok Will'a, zaczęliśmy tańczyć, pocałowaliśmy się, potem w rozmowie dałam mu swój numer. Na końcu pojechał do domu, a ja Hope i małpy z buszu - wskazałam na Dawida i Josh'a. - poszliśmy do klubu. To wszystko.
- To wszystko? Ty mówisz to wszystko? Całowałaś się z jednym z największych ciach na świecie, a ty mówisz to wszystko?! - Vic podniosła głos.
- Nie wierzę, że się z nim całowałam. - powiedziałam sama do siebie z uśmiechem. Dziewczyny spojrzały na mnie i nie wiadomo czemu zaczęły piszczeć i mnie ściskać. Chwilę potem sama do nich dołączyłam. Byłam bardzo szczęśliwa. Nasze śmiechy przerwało trzaśnięcie drzwiami. Już myślałam, że to Brandon. Jednak się myliłam. I to bardzo. W moją stronę szła Britney Dziwka Star razem ze swoimi psiapsiółkami. Amanda, Alice i Cleo podążały za Britney jak pieski. Cztery fałszywe suki.
- Olivia, chodź tu na chwilę.
- Czego chcesz Star?! - podniosłam głos, wstając z kanapy. Podeszłam bliżej. Stała na wyciągnięcie mojej ręki.
- Masz nigdy więcej nie zbliżać się do William'a.
- A co, zabronisz mi?! - zaśmiałam się.
- On jest mój suko. Masz się od niego odpierdolić, bo cię szmato zniszczę. ON JEST MÓJ!
- Gówno mnie to obchodzi, wypierdalaj stąd, nie gadam z kimś, kto miał w gębie więcej penisów, niż ja frytek.
- Jeszcze tego pożałujesz kurwo! - krzyknęła.
- Wiesz co? Przypominasz mi wózek z Tesco, wystarczy moneta i pchasz ile chcesz. - zaczęłam się śmiać głośno, tak samo jak reszta ekipy przez całą naszą rozmowę.
- To był największy błąd twojego życia. Chyba nie chcesz by twój braciszek miał złamane serce? - zapytała wrednie. Lekko wyprowadziła mnie z równowagi. Hazz wie, że to dziwka, opowiadałam mu (bez szczegółów), jednak wiem, że Britney mu się podoba. Kilka razy mówił o niej jakby była jakimś pierdolonym ideałem. Nie widzi jej wad, a gdy mówię mu, że puszcza się z każdym, on twierdzi, że przesadzam. Zakochał się w niej. A dziwka Star chce go wykorzystać. Spojrzałam na nią gniewnie. Jednak nie zrobiłam nic więcej. Ona chce, żebym się wkurzyła. Odetchnęłam głęboko.
- Nie zdążyłabyś tego zrobić. Zabiłabym cię najboleśniejszym sposobem na świecie. I to nie jest żadna metafora. A teraz odwróć się, bierz swoją dziwkarską dupę i wypierdalaj! - podniosłam lekko głos.
- Oj, chyba mnie nie zrozumiałaś. Tak zniszczę twojego brata, że skończy jak Ben. Pamiętasz go jeszcze? Sądzę, że nie chcesz takiego zakończenia. - podniosła brwi i zachichotała. Krew w moich żyłach zaczęła wrzeć. Oddychałam coraz szybciej, a moje serce waliło jak oszalałe. Ben. Moje słoneczko, mój skarb. Wypowiedziała jego imię. Pożałuje tego dziwka jedna. Rzuciłam jej jedno ostrzegawcze spojrzenie. Zacisnęłam pięść.
- Olivia, uspokój się. - powiedział Dawid kładąc dłoń na moim ramieniu. Syknęłam, że ma się nie wtrącać. Dawid odszedł kawałek, a ja podeszłam bliżej do tej zakłamanej suki dającej dupy przy fermie ryżu. Spojrzała na mnie z triumfem. Łzy zbierały się w moich oczach i zaczęły wypływać. Nie wytrzymałam. Z całej siły uderzyłam ją pięścią w twarz, prawdopodobnie łamiąc jej nos...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz