Muzyka: klik
- Czas obudzić w sobie niegrzeczną dziewczynkę. - szepnęłam sama do siebie. Szłam przed siebie starając się nie obudzić Jacoba i Gemmy, bo znając ich możliwości, to już śpią. Nash gdzieś wybył, tata w pracy, więc trzeba wyciągnąć od mamy trochę kasy. Pewnie się przyda. Znając życie jeszcze "zajrzymy" do jakiegoś klubu. Zeszłam na dół schodami i poszłam do ogrodu, gdzie nadal przebywała moja rodzicielka.
- Czas obudzić w sobie niegrzeczną dziewczynkę. - szepnęłam sama do siebie. Szłam przed siebie starając się nie obudzić Jacoba i Gemmy, bo znając ich możliwości, to już śpią. Nash gdzieś wybył, tata w pracy, więc trzeba wyciągnąć od mamy trochę kasy. Pewnie się przyda. Znając życie jeszcze "zajrzymy" do jakiegoś klubu. Zeszłam na dół schodami i poszłam do ogrodu, gdzie nadal przebywała moja rodzicielka.
- Hejka mamuś. - uśmiechnęłam się słodko, ale kobieta nie podniosła nawet głowy.
- Cześć kochanie - odpowiedziała chwilę potem podnosząc się i otrzepując ręce. - A ty gdzie się wybierasz?
- Idę na imprezę do Grace i mam pytanko. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Tak? - mama podniosła brew i skrzyżowała ręce na piersi. - Zapewne chcesz pieniądze, prawda?
- Mhm. - kiwnęłam twierdząco głową. Podniosła się, zdjęła rękawiczki i ruszyła w stronę domu. Weszłam za nią.
- Ile chcesz? - zapytała z uśmiechem trzymając w dłoni portfel.
- Może... 20 funtów? - spodziewałam się odmowy, ale mama bez żadnego słowa sprzeciwu podała mi banknot. Schowałam pieniądze do mojej torebki, ucałowałam moją rodzicielkę i powiedziałam, że prawdopodobnie nie wrócę na noc do domu. Pożegnałam się z mamą i ruszyłam w stronę wyjścia. Chciałam zostać niezauważona przez brata, wiec szybkim krokiem starałam się wyjść z domu. Byłam już prawie przy drzwiach, kiedy zatrzymał mnie głos Harry'ego.
- Olivia! Chodź na chwilę! - krzyknął. Szlag. Cofnęłam się, a kiedy pojawiłam się w polu widzenia brata i jego przyjaciół usłyszałam gwizd uznania. Przeklęty Tomlinson. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie wiem jak wam, ale mi aż gorąco się zrobiło. - powiedział Lou wachlując się dłonią.
- Zamknij się Louis! - warknął Hazz. - A ty gdzie się wybierasz? - identycznie jak mama. Mój brat posłał mi wściekły wzrok. Nienawidzi jak wychodzę na noc, a tym bardziej jak idę do klubu czy na domówkę.
- O jeny, Harry. - westchnęłam cicho. - Wychodzę, zostałam zaproszona na imprezę i mam zamiar na niej być.
- Gdzie będzie ta impreza? - zapytał krótko.
- Sama nie wiem, ale nawet gdybym wiedziała to bym ci nie powiedziała. Hazz ja nie mam pięciu lat. Przestań mnie traktować jak dziecko. - zdenerwowałam się.
- Nie wiesz gdzie? To jak chcesz tam dojechać?
- Jadę z Hope.
- Jak wrócisz do domu, skoro nie wiesz gdzie jedziesz? - on nigdy nie odpuści. Wypuściłam cicho powietrze ustami. On był taki odkąd pamiętam. Zawsze mnie pilnował, zawsze uważał, żeby nic mi się nie stało. Często się kłóciliśmy i kłócimy do teraz, ale zawsze się godziliśmy po najwyżej kilku godzinach. Hazz jest dla mnie jak najlepszy przyjaciel. Jeszcze do niedawna mówiliśmy sobie wszystko, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Niestety te czasy minęły. Harry zaczął coś ukrywać, coś z czym ma problem. Kilka razy starałam się mu pomóc w jakikolwiek sposób, jednak potem się poddałam, to nie miało sensu. Spojrzałam na niego dość smutnym wzrokiem przez wspomnienia z dawnych czasów.
- Harry... - zaczęłam jednak brat mi przerwał.
- Kto będzie na tej imprezie? - dopytywał się.
- Harry przymknij się w końcu! - krzyknęłam. - Myślisz, że będę ci mówiła o wszystkim? O nie, jeśli ty nie potrafisz ze mną porozmawiać i powiedzieć co się dzieje, to nie licz na to, że ja tobie cokolwiek powiem. Nawet nie wiesz jak mnie to boli. Ciągle myślę co ci zrobiłam skoro nawet nie potrafisz być ze mną szczery! - wykrzyczałam wkurwiona na maksa.
- Czyli tym, że przestaniesz ze mną rozmawiać, chcesz mnie zmu... - zaczął, ale przerwałam mu.
- Nie, nie chcę do niczego cię zmuszać. Chcę ci pokazać jak bardzo mi jest przykro i jak cholernie źle czuję się z tym, że nie chcesz mi powiedzieć czegoś, co zdecydowanie cię martwi. Chciałam ci pomóc, ale widzę, że masz to gdzieś. Teraz pozwól, będę miała w dupie to co teraz czujesz, myślisz i wyjdę. Tak jak ty wielokrotnie. Nie wiem kiedy wrócę. - dodałam na odchodne zostawiając zdziwionego Harry'ego w salonie. Przekroczyłam próg i usiadłam na ławeczce przed domem. Byłam cała roztrzęsiona i wściekła. Trzęsącymi się dłońmi wyjęłam z torebki papierosa i spokojnie zapaliłam. Poczułam się lepiej gdy mój organizm poczuł ten przyjemny smak. Kilka minut później podjechał czarny kabriolet Hope. Zgasiłam papierosa butem. Za kierownicą siedziała przyjaciółka, a na tylnych siedzeniach siedzieli Josh i Dawid. Posłałam im ciepły uśmiech. Wsiadłam z przodu, a Hope ruszyła.
- Dwie sukienki jednego dnia? Wow, to rekord! - zaśmiał się Josh.
- Haha bardzo śmieszne Murray! - syknęłam na niego.
- Widzę, ze ktoś nie w humorze. - odezwała się Hope. Akurat zatrzymało ją czerwone światło na skrzyżowaniu. Chwyciła szybko torebkę i podała mi coś. Za bardzo nie zwracałam na to uwagi.
- Zapal, dobrze ci zrobi. - posłała mi szeroki uśmiech. Dopiero wtedy zorientowałam się, że trzymam w dłoni jointa. Bez zastanowienia wyjęłam zapalniczkę i zapaliłam. Po kilku sekundach byłam w 100% odprężona.
- Tego mi było trzeba! - krzyknęłam wychylając się z samochodu. Krzyczałam do przypadkowych ludzi, czułam się po prostu wolna. Nikt mi niczego nie mógł zabronić. Po 15 minutach jazdy znaleźliśmy się pod domem niejakiej Grace Millington. O ile dobrze pamiętam. Wyszliśmy z samochodu, w którym zostawiłam swoją kurtkę i spokojnym krokiem podeszliśmy do drzwi. Impreza trwała w najlepsze. Weszliśmy zupełnie swobodnie, tak jak mieliśmy w zwyczaju. Uderzył nas zapach alkoholu i papierosów.
- Ciekawie się zapowiada. - powiedziałam do Hope starając się przekrzyczeć muzykę, która leciała z ogromnych głośników w salonie.
- No. - odpowiedziała mi przyjaciółka. Josh i Dawid gdzieś zniknęli, więc razem z Hope podeszłyśmy do małego barku.
- Musimy się trochę rozluźnić. - odezwała się Hope.
- Masz rację. - zaśmiałam się i zaczęłam pić drinka zamówionego przed przyjaciółkę. Gdy wlałyśmy w siebie już nie małą ilość alkoholu, poszłyśmy na parkiet.
- Tam na kanapie siedzi Will. Chyba jest znudzony. Pokręć się przy nim. - rzuciła mi na ucho przyjaciółka.
- No nie wiem. - zaczęłam się zastanawiać.
- Ej, Chachi, co w ciebie wstąpiło?! Bierz go tygrysko, nie patrz na te inne szmaty. Leć do niego! - krzyknęła przyjaciółka i klepnęła mnie w tyłek. Zaśmiałam się i zaczęłam wcielać swój plan w życie. Chociaż będzie ciężko, w końcu to sam Will Parker. Należy do szkolnej elity sportowców. Ma idealne ciało, które widziałam niejednokrotnie podczas treningu. Jego uśmiech sprawia, że się roztapiam, a w oczy nie umiałabym patrzeć, bez oblewania się rumieńcem. Muszę chociaż z nim zatańczyć. Muszę. Ustawiłam się w takim miejscu, aby być dla niego widoczna i zaczęłam tańczyć. Potem dołączyła do mnie jeszcze Hope. Tańczyłyśmy, a ja starałam się wyglądać jak najseksowniej, a obserwując to jak inni chłopacy patrzyli się na mnie, wręcz rozbierając mnie wzrokiem, mogę stwierdzić, że wyglądałam w miarę znośnie. Jakiś czas później poczułam silne ręce na moich biodrach. Od razu odwróciłam się, chcąc zobaczyć kto mnie zaszczycił, a wtedy odjęło mi mowę. To jednak działa. Przede mną stał William James Parker.
- Zatańczysz? - szepnął mi do ucha, na co moje ciało przeszły ciarki. Matko, jak on na mnie działa.
- Z miłą chęcią. - odpowiedziałam. Nasze ciała ocierały się o siebie w dość erotyczny sposób. Podobało mi się to. Hope gdzieś zniknęła, ale niezbyt się tym przejęłam. Właśnie tańczyłam z Will'em. To zbyt piękne, by było prawdziwe. Przetańczyliśmy razem naprawdę dużo piosenek. Wtedy nadeszła pora na wolny kawałek. Objęłam jego szyję, a on mnie w talii. Patrzyłam w jego oczy, nie mogąc się od nich uwolnić. Will delikatnie przyciągnął moje ciało bliżej niego. Wtedy poczułam, że coś między nami iskrzy, a ja nawet gdybym nie była pijana, nie zatrzymałabym tego wszystkiego. Byliśmy coraz bliżej siebie, aż w końcu coś pękło. Will nachylił się do mnie delikatnie i zaczął muskać moje wargi swoimi. Odpowiedziałam mu tym samym. Dasz pocałunek zaczął się delikatnie i niewinnie, potem nie miał nic wspólnego z niewinnością. Byliśmy dzicy. Przekręciłam lekko głową, aby móc jeszcze bardziej się w niego wtopić. Nasze języki toczyły walkę, której już nigdy nie chciałam przerywać. Wplotłam palce w jego idealne kasztanowe włosy, na co mruknął cicho wywołując wibracje na moich ustach. Całowaliśmy się, aż zabrakło nam tchu. Potem z żalem rozłączyliśmy nasze usta.
- Od dawna mi się podobasz, wiesz? - szepnął mi do ucha i wziął w palce kosmyk moich włosów zakładając je ze ucho.
- Hah, to dziwny zbieg okoliczności, bo ty mi też. - uśmiechnęłam się. Will odpowiedział mi tym samym.
- Musimy się spotkać, zaraz po tym jak wytrzeźwiejemy. - zaśmiał się.
- Masz rację, musimy się spotkać. - rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym Will oznajmił, że musi już wracać do domu. Pożegnałam się z nim i ruszyłam na poszukiwanie przyjaciół. Szybko odnalazłam Hope przy barze.
- Hej, Hoopie! - zawołałam.
- Hej lwico, widziałam całą akcję z Will'em. On na ciebie leci. Wyglądał jakby miał cię zaraz rozebrać i pieprzeć na podłodze do białego rana. - zaśmiała się głośno, a ja zrobiłam to samo. - Ej, idźmy gdzieś do klubu. Tu się zrobiło nudno.
- Ok, poszukam Josh'a i Dawida. Może pójdą z nami. - oznajmiłam i poszłam w głąb domu szukając gdzieś tych debili. Po 10 minutach poszukiwań, znalazłam ich. Od razu zgodzili się na klub. Hope zostawiła samochód pod domem Grace, a sami, w czwórkę przeszliśmy się do pobliskiego klubu "Random". Weszliśmy bez kolejki dając ochroniarzowi łapówkę. Od razu powitał nas zapach alkoholu. Dawid i Josh znowu gdzieś zniknęli, a ja znowu poszłam do baru.
- Dzisiaj się tak upiję, że będę nawalona przez następne trzy dni! - krzyknęłam i chwyciłam butelkę czystej. Przyłożyłam butelkę do ust, a gdy w przełyku poczułam przyjemne pieczenie, uśmiechnęłam się. Już prawie opróżniłam butelkę, gdy nagle kątem oka zobaczyłam Harry'ego. Siedział z przyjaciółmi na wielkiej czarnej kanapie popijając alkohol co jakiś czas. Jeszcze mnie nie zauważyli. Trudno, nie zmarnuję sobie przez nich wieczoru. Wraz z kolejnymi łykami, czułam rosnącą pewność siebie. Wskoczyłam na bar, tańcząc na nim razem z Hope. Lałyśmy sobie nawzajem alkohol do ust. Piłam, piłam, piłam. Bez opamiętania. Zaczęło mi się kręcić w głowie, ale nie przestawałam tańczyć. Chwilę potem poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce. Gdy wyostrzył mi się wzrok i zobaczyłam, ze to mój brat, od razu zaczęłam sie wyrywać, tak długo, dopóki mnie nie postawił na ziemi.
- Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam na niego.
- Słuchaj, to co powiedziałaś w domu... - próbował mówić, ale ja nie chciałam słuchać. Przerwałam mu.
- Było w 100% prawdą! Tak myślę i nie rozumiem, co takiego ci zrobiłam, że tak mnie traktujesz! Teraz pozwól, że pójdę sobie w świat, bez ciebie! - nałożyłam nacisk na dwa ostatnie słowa, kierując się do wyjścia. W sumie to nie byłam do końca pewna czy cokolwiek do niego powiedziałam. Świat wirował, a ja byłam zbyt pijana. Podbiegłam do Hope i zaczęłam ciągnąc ją w stronę drzwi.
- Nigdzie nie idziesz! - krzyknął Hazz zatrzymując mnie.
- Spierdalaj! - odkrzyknęłam mu pełna złości. Wyszłam z przyjaciółką na świeże powietrze. Odetchnęłam głęboko. Kolejny raz mój brat zniszczył mi wieczór. Zaczynam mieć tego dość...
- Cześć kochanie - odpowiedziała chwilę potem podnosząc się i otrzepując ręce. - A ty gdzie się wybierasz?
- Idę na imprezę do Grace i mam pytanko. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Tak? - mama podniosła brew i skrzyżowała ręce na piersi. - Zapewne chcesz pieniądze, prawda?
- Mhm. - kiwnęłam twierdząco głową. Podniosła się, zdjęła rękawiczki i ruszyła w stronę domu. Weszłam za nią.
- Ile chcesz? - zapytała z uśmiechem trzymając w dłoni portfel.
- Może... 20 funtów? - spodziewałam się odmowy, ale mama bez żadnego słowa sprzeciwu podała mi banknot. Schowałam pieniądze do mojej torebki, ucałowałam moją rodzicielkę i powiedziałam, że prawdopodobnie nie wrócę na noc do domu. Pożegnałam się z mamą i ruszyłam w stronę wyjścia. Chciałam zostać niezauważona przez brata, wiec szybkim krokiem starałam się wyjść z domu. Byłam już prawie przy drzwiach, kiedy zatrzymał mnie głos Harry'ego.
- Olivia! Chodź na chwilę! - krzyknął. Szlag. Cofnęłam się, a kiedy pojawiłam się w polu widzenia brata i jego przyjaciół usłyszałam gwizd uznania. Przeklęty Tomlinson. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie wiem jak wam, ale mi aż gorąco się zrobiło. - powiedział Lou wachlując się dłonią.
- Zamknij się Louis! - warknął Hazz. - A ty gdzie się wybierasz? - identycznie jak mama. Mój brat posłał mi wściekły wzrok. Nienawidzi jak wychodzę na noc, a tym bardziej jak idę do klubu czy na domówkę.
- O jeny, Harry. - westchnęłam cicho. - Wychodzę, zostałam zaproszona na imprezę i mam zamiar na niej być.
- Gdzie będzie ta impreza? - zapytał krótko.
- Sama nie wiem, ale nawet gdybym wiedziała to bym ci nie powiedziała. Hazz ja nie mam pięciu lat. Przestań mnie traktować jak dziecko. - zdenerwowałam się.
- Nie wiesz gdzie? To jak chcesz tam dojechać?
- Jadę z Hope.
- Jak wrócisz do domu, skoro nie wiesz gdzie jedziesz? - on nigdy nie odpuści. Wypuściłam cicho powietrze ustami. On był taki odkąd pamiętam. Zawsze mnie pilnował, zawsze uważał, żeby nic mi się nie stało. Często się kłóciliśmy i kłócimy do teraz, ale zawsze się godziliśmy po najwyżej kilku godzinach. Hazz jest dla mnie jak najlepszy przyjaciel. Jeszcze do niedawna mówiliśmy sobie wszystko, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Niestety te czasy minęły. Harry zaczął coś ukrywać, coś z czym ma problem. Kilka razy starałam się mu pomóc w jakikolwiek sposób, jednak potem się poddałam, to nie miało sensu. Spojrzałam na niego dość smutnym wzrokiem przez wspomnienia z dawnych czasów.
- Harry... - zaczęłam jednak brat mi przerwał.
- Kto będzie na tej imprezie? - dopytywał się.
- Harry przymknij się w końcu! - krzyknęłam. - Myślisz, że będę ci mówiła o wszystkim? O nie, jeśli ty nie potrafisz ze mną porozmawiać i powiedzieć co się dzieje, to nie licz na to, że ja tobie cokolwiek powiem. Nawet nie wiesz jak mnie to boli. Ciągle myślę co ci zrobiłam skoro nawet nie potrafisz być ze mną szczery! - wykrzyczałam wkurwiona na maksa.
- Czyli tym, że przestaniesz ze mną rozmawiać, chcesz mnie zmu... - zaczął, ale przerwałam mu.
- Nie, nie chcę do niczego cię zmuszać. Chcę ci pokazać jak bardzo mi jest przykro i jak cholernie źle czuję się z tym, że nie chcesz mi powiedzieć czegoś, co zdecydowanie cię martwi. Chciałam ci pomóc, ale widzę, że masz to gdzieś. Teraz pozwól, będę miała w dupie to co teraz czujesz, myślisz i wyjdę. Tak jak ty wielokrotnie. Nie wiem kiedy wrócę. - dodałam na odchodne zostawiając zdziwionego Harry'ego w salonie. Przekroczyłam próg i usiadłam na ławeczce przed domem. Byłam cała roztrzęsiona i wściekła. Trzęsącymi się dłońmi wyjęłam z torebki papierosa i spokojnie zapaliłam. Poczułam się lepiej gdy mój organizm poczuł ten przyjemny smak. Kilka minut później podjechał czarny kabriolet Hope. Zgasiłam papierosa butem. Za kierownicą siedziała przyjaciółka, a na tylnych siedzeniach siedzieli Josh i Dawid. Posłałam im ciepły uśmiech. Wsiadłam z przodu, a Hope ruszyła.
- Dwie sukienki jednego dnia? Wow, to rekord! - zaśmiał się Josh.
- Haha bardzo śmieszne Murray! - syknęłam na niego.
- Widzę, ze ktoś nie w humorze. - odezwała się Hope. Akurat zatrzymało ją czerwone światło na skrzyżowaniu. Chwyciła szybko torebkę i podała mi coś. Za bardzo nie zwracałam na to uwagi.
- Zapal, dobrze ci zrobi. - posłała mi szeroki uśmiech. Dopiero wtedy zorientowałam się, że trzymam w dłoni jointa. Bez zastanowienia wyjęłam zapalniczkę i zapaliłam. Po kilku sekundach byłam w 100% odprężona.
- Tego mi było trzeba! - krzyknęłam wychylając się z samochodu. Krzyczałam do przypadkowych ludzi, czułam się po prostu wolna. Nikt mi niczego nie mógł zabronić. Po 15 minutach jazdy znaleźliśmy się pod domem niejakiej Grace Millington. O ile dobrze pamiętam. Wyszliśmy z samochodu, w którym zostawiłam swoją kurtkę i spokojnym krokiem podeszliśmy do drzwi. Impreza trwała w najlepsze. Weszliśmy zupełnie swobodnie, tak jak mieliśmy w zwyczaju. Uderzył nas zapach alkoholu i papierosów.
- Ciekawie się zapowiada. - powiedziałam do Hope starając się przekrzyczeć muzykę, która leciała z ogromnych głośników w salonie.
- No. - odpowiedziała mi przyjaciółka. Josh i Dawid gdzieś zniknęli, więc razem z Hope podeszłyśmy do małego barku.
- Musimy się trochę rozluźnić. - odezwała się Hope.
- Masz rację. - zaśmiałam się i zaczęłam pić drinka zamówionego przed przyjaciółkę. Gdy wlałyśmy w siebie już nie małą ilość alkoholu, poszłyśmy na parkiet.
- Tam na kanapie siedzi Will. Chyba jest znudzony. Pokręć się przy nim. - rzuciła mi na ucho przyjaciółka.
- No nie wiem. - zaczęłam się zastanawiać.
- Ej, Chachi, co w ciebie wstąpiło?! Bierz go tygrysko, nie patrz na te inne szmaty. Leć do niego! - krzyknęła przyjaciółka i klepnęła mnie w tyłek. Zaśmiałam się i zaczęłam wcielać swój plan w życie. Chociaż będzie ciężko, w końcu to sam Will Parker. Należy do szkolnej elity sportowców. Ma idealne ciało, które widziałam niejednokrotnie podczas treningu. Jego uśmiech sprawia, że się roztapiam, a w oczy nie umiałabym patrzeć, bez oblewania się rumieńcem. Muszę chociaż z nim zatańczyć. Muszę. Ustawiłam się w takim miejscu, aby być dla niego widoczna i zaczęłam tańczyć. Potem dołączyła do mnie jeszcze Hope. Tańczyłyśmy, a ja starałam się wyglądać jak najseksowniej, a obserwując to jak inni chłopacy patrzyli się na mnie, wręcz rozbierając mnie wzrokiem, mogę stwierdzić, że wyglądałam w miarę znośnie. Jakiś czas później poczułam silne ręce na moich biodrach. Od razu odwróciłam się, chcąc zobaczyć kto mnie zaszczycił, a wtedy odjęło mi mowę. To jednak działa. Przede mną stał William James Parker.
- Zatańczysz? - szepnął mi do ucha, na co moje ciało przeszły ciarki. Matko, jak on na mnie działa.
- Z miłą chęcią. - odpowiedziałam. Nasze ciała ocierały się o siebie w dość erotyczny sposób. Podobało mi się to. Hope gdzieś zniknęła, ale niezbyt się tym przejęłam. Właśnie tańczyłam z Will'em. To zbyt piękne, by było prawdziwe. Przetańczyliśmy razem naprawdę dużo piosenek. Wtedy nadeszła pora na wolny kawałek. Objęłam jego szyję, a on mnie w talii. Patrzyłam w jego oczy, nie mogąc się od nich uwolnić. Will delikatnie przyciągnął moje ciało bliżej niego. Wtedy poczułam, że coś między nami iskrzy, a ja nawet gdybym nie była pijana, nie zatrzymałabym tego wszystkiego. Byliśmy coraz bliżej siebie, aż w końcu coś pękło. Will nachylił się do mnie delikatnie i zaczął muskać moje wargi swoimi. Odpowiedziałam mu tym samym. Dasz pocałunek zaczął się delikatnie i niewinnie, potem nie miał nic wspólnego z niewinnością. Byliśmy dzicy. Przekręciłam lekko głową, aby móc jeszcze bardziej się w niego wtopić. Nasze języki toczyły walkę, której już nigdy nie chciałam przerywać. Wplotłam palce w jego idealne kasztanowe włosy, na co mruknął cicho wywołując wibracje na moich ustach. Całowaliśmy się, aż zabrakło nam tchu. Potem z żalem rozłączyliśmy nasze usta.
- Od dawna mi się podobasz, wiesz? - szepnął mi do ucha i wziął w palce kosmyk moich włosów zakładając je ze ucho.
- Hah, to dziwny zbieg okoliczności, bo ty mi też. - uśmiechnęłam się. Will odpowiedział mi tym samym.
- Musimy się spotkać, zaraz po tym jak wytrzeźwiejemy. - zaśmiał się.
- Masz rację, musimy się spotkać. - rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym Will oznajmił, że musi już wracać do domu. Pożegnałam się z nim i ruszyłam na poszukiwanie przyjaciół. Szybko odnalazłam Hope przy barze.
- Hej, Hoopie! - zawołałam.
- Hej lwico, widziałam całą akcję z Will'em. On na ciebie leci. Wyglądał jakby miał cię zaraz rozebrać i pieprzeć na podłodze do białego rana. - zaśmiała się głośno, a ja zrobiłam to samo. - Ej, idźmy gdzieś do klubu. Tu się zrobiło nudno.
- Ok, poszukam Josh'a i Dawida. Może pójdą z nami. - oznajmiłam i poszłam w głąb domu szukając gdzieś tych debili. Po 10 minutach poszukiwań, znalazłam ich. Od razu zgodzili się na klub. Hope zostawiła samochód pod domem Grace, a sami, w czwórkę przeszliśmy się do pobliskiego klubu "Random". Weszliśmy bez kolejki dając ochroniarzowi łapówkę. Od razu powitał nas zapach alkoholu. Dawid i Josh znowu gdzieś zniknęli, a ja znowu poszłam do baru.
- Dzisiaj się tak upiję, że będę nawalona przez następne trzy dni! - krzyknęłam i chwyciłam butelkę czystej. Przyłożyłam butelkę do ust, a gdy w przełyku poczułam przyjemne pieczenie, uśmiechnęłam się. Już prawie opróżniłam butelkę, gdy nagle kątem oka zobaczyłam Harry'ego. Siedział z przyjaciółmi na wielkiej czarnej kanapie popijając alkohol co jakiś czas. Jeszcze mnie nie zauważyli. Trudno, nie zmarnuję sobie przez nich wieczoru. Wraz z kolejnymi łykami, czułam rosnącą pewność siebie. Wskoczyłam na bar, tańcząc na nim razem z Hope. Lałyśmy sobie nawzajem alkohol do ust. Piłam, piłam, piłam. Bez opamiętania. Zaczęło mi się kręcić w głowie, ale nie przestawałam tańczyć. Chwilę potem poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce. Gdy wyostrzył mi się wzrok i zobaczyłam, ze to mój brat, od razu zaczęłam sie wyrywać, tak długo, dopóki mnie nie postawił na ziemi.
- Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam na niego.
- Słuchaj, to co powiedziałaś w domu... - próbował mówić, ale ja nie chciałam słuchać. Przerwałam mu.
- Było w 100% prawdą! Tak myślę i nie rozumiem, co takiego ci zrobiłam, że tak mnie traktujesz! Teraz pozwól, że pójdę sobie w świat, bez ciebie! - nałożyłam nacisk na dwa ostatnie słowa, kierując się do wyjścia. W sumie to nie byłam do końca pewna czy cokolwiek do niego powiedziałam. Świat wirował, a ja byłam zbyt pijana. Podbiegłam do Hope i zaczęłam ciągnąc ją w stronę drzwi.
- Nigdzie nie idziesz! - krzyknął Hazz zatrzymując mnie.
- Spierdalaj! - odkrzyknęłam mu pełna złości. Wyszłam z przyjaciółką na świeże powietrze. Odetchnęłam głęboko. Kolejny raz mój brat zniszczył mi wieczór. Zaczynam mieć tego dość...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz